Miał na imię Szczęściarz, ale nie czuł się specjalnie szczęśliwy. Gdyby to zależało od niego, wybrałby inne imię, ale nie miał wyboru – to astrolog podał je rodzicom i już tak zostało.
Nie czuł się szczególnie szczęśliwy także z powodu starszego brata, a ten nie odpuszczał mu w niczym. Nie żeby Szczęściarz szczególnie szukał kłopotów, ale kiedykolwiek w nie wpadał, jego łagodna twarz wydawała go sama. Również nie czuł się szczególnie szczęśliwy z posiadania młodszego brata, któremu, wygadanemu spryciarzowi, wszystko uchodziło na sucho. Dziwnym trafem jego przewinienia przypisywane były Szczęściarzowi.
Kiedy był jeszcze dzieckiem, rodzice zaaranżowali małżeństwo dla niego. I znowu, mimo że negocjacje z rodzicami dziewczynki trwały długo, nikt nie spytał o zdanie Szczęściarza. Nie żeby akurat w tej kwestii miał opinię, ale byłoby miło. Ceremonia zaślubin nie wzbudziła w nim żadnego zainteresowania, w końcu to nie na jego cześć została wydana. Nie dane mu było nawet zobaczyć swojej żony – gruby welon zasłaniał jej twarz. Wkrótce i tak został wysłany do szkoły z internatem.
Przyjacielski chłopiec szybko stał się popularny wśród rówieśników, ale nie miał serca do nauki, co skutkowało częstym laniem od nauczycieli. To akurat uczyniło go bardziej popularnym w szkole. Mimo to tęsknił za domem i braćmi. I tak minęły długie cztery lata, gdy pewnego dnia wszystko się zmieniło. Podczas wycieczki klasowej do miejskiego parku, gdzie młode panny z katolickiej szkoły zwykły spacerować, zobaczył Ją. Ich oczy spotkały się na krótki moment i już oboje wiedzieli, że są sobie przeznaczeni. ‚Miłość od pierwszego wejrzenia’ jak w kiepskim poemacie – cynicy mogą to zdarzenie wyśmiać. Jeśli wierzyć poetom, takie rzeczy zdarzają się codziennie.
Szczęściarz rozpoczął poszukiwania. Wkrótce, poprzez łańcuch znajomych, dowiedział się, że jej imię to Laxmi i zaczęli wymieniać listy. Sposób, w jaki pisała, subtelnie stawiane litery – przejmowały go do głębi. Jego własne koślawe pismo nie było jednak przeszkodą, nie przesłaniało prawdziwego uczucia. Przelotne spojrzenie zapuściło głębokie korzenie i wydało owoce. Przy pierwszej sposobności uciekli ze szkoły.
Postawny, silny chłopak, nie miał trudności ze znalezieniem pracy przy kopaniu linii kanalizacyjnej. Płaca nie była za duża, ale starczało dla nich dwojga. Po latach siedzenia i bicia w szkole cieszył się z tej fizycznej roboty, która była wreszcie czymś konkretnym i w czym się sprawdzał. Popularny wśród robotników, ciężko, uczciwie pracujący chłopak, szybko zwrócił uwagę majstra i stał się jego pomocnikiem. Lepsze pieniądze pozwoliły mu kupić książki dla Laxmi, która wieczorami czytała mu je do poduszki – wtedy po raz pierwszy w życiu poczuł się szczęśliwy. Drugi raz zaznał tego uczucia, gdy Laxmi zaszła w ciążę.
Wszytko się wtedy zmieniło. Wcześniej wszystko, co było ważne, to oni dwoje – nigdy nie myśleli o małżeństwie. Ale rodzice dziecka powinni być małżeństwem. I tak byli już ignorowani przez ich rodziny, dzieciak nie miałby dziadków, wujków, ciotek – tego, co jest tu ważne. Tylko, że Szczęściarz nie był kawalerem!
Laxmi chciała dać dziecku imię po ojcu – Szczęściarz (imię dobre zarówno dla dziewczynki jak i chłopca). Ale Szczęściarz nie czuł się już szczęśliwy i nawet nie chciał o tym słyszeć. W końcu zawstydzony wyznał prawdę. Jej odpowiedź wprawiła go w zdumienie.
– Nasza sytuacja jest nawet gorsza niż sobie zdajesz sprawę – powiedziała ze wzrokiem wbitym w ziemię. – Widzisz, ja też jestem już zamężna…
Tak samo jak Szczęściarz, Laxmi została zaślubiona jako małe dziecko. Mimo tych okoliczności postanowili się pobrać. Następnego dnia udali się do magistratu i po długich poszukiwaniach, znaleźli się przed obliczem naczelnika Urzędu Stanu Cywilnego. Urzędnik był sporym mężczyzną o wściekłym spojrzeniu i bujnym wąsie. Wyjaśnili mu całą sytuację. Jego twarz pociemniała. Surowy i długi wykład na temat świętości instytucji małżeństwa zakończył konkluzją, że może nie wszystko stracone. Może ich dokumenty nie zostały właściwie wypełnione podczas zaślubin. Może da się coś z tym zrobić, trzeba sprawdzić.
– Czasami – tłumaczył – przykro to mówić, ale dokumenty mogą się zagubić.
Szczęściarz był na to przygotowany i gruba koperta, którą szybko położył na biurku naczelnika, magicznie zniknęła. Równie czarodziejska zmiana zaszła w surowym urzędniku, który stał teraz przed nimi cały w uśmiechach. Serdeczny i przyjacielski.
– Przyjrzę się sprawie osobiście – uspokajająco zapewnił.
Oczekiwanie na powrót naczelnika wydawało się wiecznością. Nagle wpadł do biura – tym razem był zły nie na żarty, chociaż spojrzenie świadczyło raczej o strachu.
– Jak śmiecie przychodzić tu, próbując przekupić uczciwego urzędnika państwowego?! – koperta z pieniędzmi znowu pojawiła się na biurku. – Dlaczego nie powiedzieliście mi wcześniej, że jesteście już małżeństwem? – krzyczał.
– Ale jak mówiliśmy, zaślubiono nas, gdy byliśmy dziećmi..
– Oczywiście, że jesteście! Jesteście już małżeństwem! Oboje! Ze sobą! Jeśli chcecie to unieważnić, znajdźcie sobie adwokata i zróbcie to oficjalnymi kanałami. A teraz wynocha z mojego biura albo zadzwonię na policję!
Kiedy w pośpiechu opuszczali magistrat, Laxmi znowu podniosła kwestię imienia dla dziecka.
– Naprawdę powinniśmy nazwać je Szczęściarz – powiedziała.
– Wiesz – odpowiedział – chyba masz rację..
Fajna historia. Czy to na „faktach autentycznych”:) czy na miejskich legendach?