Indie to nie tylko kraj. Indie to także choroba, a może nawet pewien stan umysłu. Nie wszyscy jednak zapadają na Indie. Nie każdy jest predysponowany do złapania tego wirusa. Bo jest to wirus, choroba.
Znam kilkanaście osób cierpiących na tę wciąż jednak rzadką dolegliwość. Pojawia się w momencie, gdy ciało i umysł zostają odłączone od Indii na dłuższy okres czasu. Organizm, nie mogąc sobie poradzić, staje w poprzek zdrowemu rozsądkowi domagając się jeszcze i jeszcze.
Wirus atakuje najczęściej szare komórki, generując u pacjenta nieodpartą chęć powrotu. Dla osób dłużej uzależnionych od Indii nawet mała dawka często powoduje całkowity nawrót choroby. Zdarza się, że sama myśl o ponownej działce Indii budzi uśpionego już wirusa. Wirus może pozostawać w stanie hibernacji nawet przez kilkanaście miesięcy. Uaktywnia się pod wpływem nie tylko namacalnego bodźca zewnętrznego, ale także z powodu psycho-mentalnych problemów pacjenta. Badania nad Indiami wykazały, że wiele osób przeżywało nawrót choroby pod wpływem własnych problemów prywatnych lub zawodowych. Indie nagle jawiły się jako jedna jedyna pomoc mogąca uratować życiowo zagubionego pacjenta. Tak pobudzona ponownie, zahibernowana bakteria Indii, szybko rozlewa się po całym umyśle chorego przybierając czasem nawet większą formę aniżeli wcześniej.
Leczenie Indii jest niestety bardzo trudne i często potrzeba specjalnego środowiska, aby wirus już nigdy się nie obudził. Nie obudził, ponieważ absolutne zniszczenie jest wręcz niemożliwe. Medycyna dotąd nie znalazła prostego środka na uleczenie choroby Indii, a jakiekolwiek badania nadal dalekie są od najmniejszych nawet sukcesów.
Na Indie można zapaść na wiele sposobów. Najbardziej znanym i powszechnym jest wyjechanie do kraju o tej samej nazwie. Dobrą wiadomoscią jest, że w przeważajacej większości tylko osoby dłużej przebywające w tym kraju łapią wirusa Indie. Z tego też względu naukowcy zalecają wycieczki nie dłuższe niż 2-3 miesiące, a najlepiej nawet jedynie kilkutygodniowe. Prawdopodobieństwo zarażenia się jest wtedy znikome, aczkolwiek częste odwiedzanie tego azjatyckiego subkonynentu może mieć w rozrachunku takie same rezultaty, jak dluższy kilku- lub kilkunastomiesięczny pobyt.
Ostatnio dochodzi także do nowych przypadków tej choroby, noszących nazwę Indii-Urojonych. Dolegliwość ta, bo nie możemy tu jeszcze mówić o chorobie, powstaje najczęściej u ludzi młodych wykazujących zbyt duże zainteresowanie krajem i kulturą Indii. Często długo przed swoją pierwszą wizytą tworzą w swojej podświadomosci pod wpływem telewizji i Internetu przepiękny obraz Indii wyobrażając sobie to miejsce jako barwny, rozśpiewany raj. Czasem dolegliwość ta mija sama z wiekiem, czasem jednak kończy się realną wycieczką do wyimaginowanego kraju. W tym przypadku okres przebywania w Indiach ma duże znaczenie, albowiem nawet dluższy kilkutygodniowy pobyt może spowodować złapanie wirusa. Na szczęście rozczarowanie się i absolutne wyleczenie z dolegliwości Indii-Urojonych jest równie częste, jak samo zapadnięcie na poważną już w skutkach chorobę Indii.
Dlatego też naukowcy z całego świata kategorycznie przestrzegają przed pobraniem pierwszej dawki Indii, ponieważ każde kolejne silniejsze próby mogą być tylko kwestią czasu i prowadzić do absolutnego uzależnienia. Dobrą wiadomoscią jest, że każda dawka Indii od zarania dziejów dostepna jest tylko i wyłącznie na receptę wydawaną przez specjalny organ administracyjny noszący nazwę „Ambasada Indii”, a ta nie zawsze i nie wszystkim wizy przyznaje.
Niestety obecnie dostępna jest e-wiza przez co zdecydowanie łatwiej złapać nieuleczalnego wirusa Indii. Co i mnie spotkało. Teraz tylko chcę więcej i więcej :)