Luang Prabang – światowe dziedzictwo

Miasto Luang Prabang w północnym Laosie od 1995 roku zaliczane jest do światowego dziedzictwa UNESCO. Zaskakuje nie tylko ilością wspaniałych świątyń buddyjskich, ale też pięknymi krajobrazami i romantycznym klimatem zabytkowych francuskich kamienic. Pierwszą rzeczą, jaka inspiruje każdego, kto odwiedza to miasto jest kolorystyka. Różnokolorowe kamienice z połowy XIX i początków XX wieku pamiętające czasy francuskiej kolonii, złocisto-brązowe świątynie buddyjskie, a przede wszystkim masa zieleni.

Spacer po mieście

Spacer po centrum Luang Prabang to prawdziwa przyjemność, zwłaszcza, że miasto jest wolne od spalin samochodowych. Ze względu na swój status światowego dziedzictwa, można się tu poruszać jedynie rowerem lub motorem. Samochody osobowe są raczej rzadkością. Oczywiście, jak w każdym turystycznym mieście, wszędzie jest masa tuk-tuków, którego kierowcy zamieniają się wieczorami w sprzedawcę usług niekoniecznie zgodnych z prawem. Miękkie narkotyki i prostytucja są więc na wyciągnięcie ręki dla tych, dla których podróżowanie to nie tylko oglądanie buddyjskich świątyń i pięknych widoków, a tych pierwszych Luang Prabang ma naprawdę wiele do zaoferowania. Ciekawe Ko Kham (Muzem Pałacu Królewskiego) przedstawiające historię miasta, XVI wieczne świątynie Wat Xieng Thong i Wat Wisunarat, sporo młodsze Wat Mai Suwannaphumaham i Wat Xieng Muan, legendarna Wat That Luang, której podwaliny stworzyli indyjscy misjonarze króla Aśoki w III wieku przed Chrystusem. Ilość świątyń buddyjskich, które można odwiedzić w samym Luang Prabang oscyluje wokół dwudziestu. Jest jednak jedna, która góruje nad całym miastem. Położona w najwyższej górze w samym centrum, Phu Si, jest warta pokonania kilkuset schodów. Panorama, którą najlepiej oglądać w czysty, niezamglony dzień, to paleta kolorów, w której zielony zdecydowanie przeważa nad całą resztą. Kilkanaście różnych posągów Buddy oraz dwie niewielkie jaskinie, które mogą jednak trochę rozczarować, też zachęcają do kilkuminutowej wspinaczki. A jeśli szczęście dopisze, można uciąć sobie przyjemną rozmowę z mieszkającymi na terenie świątyń mnichami buddyjskimi, którzy chociaż trochę nieśmiali, lubią porozmawiać i wymienić się wiadomościami na temat życia mnicha w Laosie i  życia faranga (osoby z zagranicy) w dalekiej Europie. Mnie samemu taka rozmowa przedłużyła się do ponad pół godziny, a to czego dowiedziałem się, trudno szukać w zwykłych przewodnikach.

Nam Khan

Luang Prabang to jednak nie tylko świątynie, ale też – a może przede wszystkim – natura. Zwiedzanie okolicznych wiosek, czy to spacerem, rowerem czy skuterem, to przyjemność sama w sobie. Warto poświęcić tutaj nawet 2 dni i korzystać z usług dziesiątek biur podróży rozsianych po całym mieście, tylko jeśli mamy worek pieniędzy i strach w spodniach przed włóczęgą na własną rękę, bo ta tak naprawdę to najepsza rzecz, jaką możemy sobie zafundować. Trasy podróży można podzielić na dwa rodzaje. Wszystko w zależności przez którą rzekę zdecydujemy się przedostać, bo Luang Prabang wciśnięte jest pomiędzy główną rzekę Laosu – Mekong, oraz Nam Khan, będącą jej bezpośrednim dopływem.

Przez Nam Khan najłatwiej przejechać jednym z kilku drewnianych mostów, które bezwględnie będą pierwszym fotogenicznym krajobrazem, jaki warto uwiecznić swoim aparatem. Trzeba jedynie pamiętąć, że kobiety siedzące w małych drewnianych chatkach na początku mostu, będą żądać zapłaty za przejazd dając w zamian bilet powrotny gratis (ale tylko na ten most, który przekraczamy). Opłata jest raczej symboliczna i niewykluczone, że przynajmniej w jakiejś części przeznaczona na renowację, która na pewno coś jakiś czas jest potrzebna. Jeśli już jesteśmy po drugiej stronie Nam Khan, warto swoją wycieczkę zaplanować w taki sposób, aby zachód słońca spędzić w drewnianej knajpie na urwisku tuż przy zbiegu obu rzek. Względnie ciekawy widok jest także ze świątyni pomiędzy dwoma mostami. Zarówno świątynię jak i knajpę łatwo namierzymy wzrokiem przechodząc przez którykolwiek z mostów. Wystarczy spojrzeć w lewo.

Mekong

Na tych, których ciągnie przekroczenie zdecydowanie szerszej rzeki Mekong, czeka kilka sposobów dostania się na drugą stronę lądu. Najdroższą jest oczywiście opłacenie prywatnej łodzi. Opcja zdecydowanie zbyt kosztowna, i to bez względu na zdolności targowania się. Najłatwiej i najtaniej wskoczyć na jeden z promów towarowych. Są szybsze niż łodzie i znacznie tańsze  – 10,000 Kipów (3,35 PLN). Aby dostać się na miejsce, skąd takie promy odchodzą, najłatwiej pytać ludzi. Trzeba tylko pamiętać o bezustannym powtarzaniu „ferry ten thousand Kip”. Wycieczkę na drugą stronę Mekongu najlepiej zacząć rano, bo najciekawsze miejsca leżą najdalej od brzegu rzeki. Trasa wycieczki jest w miarę łatwa – najprościej jechać ciągle prosto. W ten sposób nie tylko trafimy do wiosek plemień Thai Lu, znanych z ręcznych wyrobów włókienniczych, ale też do usytuowanych w górach plemień Hmong. Tu jednak trzeba się przygotować na pchanie roweru pod górę przez nawet kilkadziesiąt minut (w zależności od sił i prędkości). A przygody i sytuacje spotkane po drodze są bezcenne. Ja nauczyłem się od okolicznych chłopców… łapania jaszczurek na patyk i sznurek.

Inne atrakcje

Dla tych, którzy niewiele spróbowali jeszcze w życiu, Luang Prabang ma do zaoferowania atrakcje, których zdecydowanie będą zazdrościć wszyscy znajomi. Gwoździem programu jest tu bezdyskusyjnie pół- lub całodzienna jazda na słoniu, kąpiel ze słoniem, karmienie słonia, i ogólnie wszystko słoniopodobne, co możecie tylko wymyślić. Tutaj trzeba już jednak skorzystać z biura podróży. Cena takiego wypadu spada wraz z rosnącą ilością chętnych. Można też spróbować bardziej „przyziemnych” wrażeń, typu spływ kajakiem, bądź trekking.

Wieczór natomiast najlepiej spędzić na Night Market, gdzie za małe pieniądze zjemy znakomitą Lao-kanapkę (10,000 Kip=3,35 PLN), którą przepijemy jedną z wielu wielkich Lao-herbat (7,000 Kip=2,38 PLN), prawie za bezcen kupimy wiele pamiątek, z czego zdecydowanie obowiązkową jest butelka lokalnego 50% bimbru Lao Lao ze skorpionem, wężem lub żmiją w środku. Cena naturalnie do negocjacji.

Osobom, które lubią wstać o świcie, Luang Prabang też coś oferuje – Fresh Market, lub jak kto woli market poranny, na którym oprócz masy warzyw i wyrobów mięsnych, dostaniemy takie rarytasy, jak zwłoki szczura lub węża. Oczywiście do ugotowania w domu.

Należy także pamiętać, że od około 6:30 odbywa się codzienny marsz mnichów buddyjskich, którym okoliczni mieszkańcy klęcząc oferują jedzenie za darmo. Widok też nie do przeoczenia.

Gdzie mieszkać?

Luang Prabang ma masę hoteli i guest house’ów. Najtańsze pokoje z wiatrakiem oscylują wokół 50,000 Kip (17 PLN) za noc. Im dalej od centrum tym koszt i standard wyższy. Zdarza się, że zaledwie 5 minut piechotą z centrum znajdziemy pokój za te same pieniądze, ale z własną łazienką. Plusem jest, że większość hoteli i guest house’ów oferuje gorącą wodę, co w tej części świata nie jest zjawiskiem codziennym.

Jak dojechać?

Do Luang Prabang dojedziemy praktycznie z każdego miejsca w Laosie, a nawet z krajów ościennych. Sposób transportu zależy jednak od pory roku i opadów. W czasie suszy (luty-kwiecień) najpewniejszą opcją jest autobus. W trakcie i po porze deszczowej, autobus nie sprawdza się zupełnie i należy przesiąść się na łódź bądź mały statek. Ceny są różne i zależą od przewoźników, warunków pogodowych, itd. Luang Prabang ma też lotnisko międzynarodowe. Ceny jednak są raczej wygórowane, a wszystko przez naprawdę małą ilość przewoźników, którzy monopolizują rynek.

INFORMACJA DODATKOWA

Zdecydowanie odradzam wycieczkę tuż przed porą deszczową (marzec-kwiecień). Odbywa się wtedy masowe wypalanie pól i lasów. Wszędzie unosi się nieprzyjemny zapach i smóg, który w zły sposób oddziałowuje na gardło i nos, a u niektórych osób powoduje bóle głowy.

Luang Prabang najlepiej odwiedzić po monsunie (październik-grudzień), gdy natura budzi się do życia, a kolory stają się żywsze. Wtedy nie ma też problemu bezustannej mgły, która czasem daje się we znaki w czasie suszy.

Be Sociable, Share!

    Podobne

    Komentarze

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    *
    = 5 + 9

    This blog is kept spam free by WP-SpamFree.