Wizerunek Europejczyka w Indiach i Nepalu

2_okLong live Maoist – wypisane ogromnymi, czerwonymi literami na ścianie jednego z budynków hasło, gdzieś pomiędzy Sarangkot a Naudandą, uświadomiło mi, że znalazłam się daleko od nepalskiego centrum wydarzeń. W mijanych po drodze wioskach czas zatrzymał się w miejscu. Poznany parę godzin wcześniej w jednej z restauracji w Pokharze, Bhim Prasad, z nieukrywanym smutkiem i nutą rezygnacją mówił: Europa, świat to XXI wiek?Nepal wciąż XVI.

Jednak  zaledwie kilkanaście kilometrów dalej można było odnieść wrażenie, że ludzie żyją tam, jak żyli nie pięć, ale równie dobrze sześć, siedem czy nawet osiem stuleci wcześniej. O upływie czasu i rozszerzającym się wciąż zasięgu globalnej wioski świadczyły nieraz tylko porzucone przy drodze plastikowe opakowania czy dźwięki radioodbiorników.

Long  live Maoist

dscn4529_okMoją uwagę przykuł wtedy wspomniany napis na ścianie. Nie jednak jego kolor, ale fakt, że napisany był po angielsku, który nie jest ani urzędowym, ani powszechnie używanym językiem w Nepalu. Właśnie to uświadomiło mi, że przekaz ten skierowano do nas – obcokrajowców, turystów. Dlaczego ktoś zadał sobie tyle trudu, by w oddalonej od cywilizacji wiosce zamanifestować swoje poglądy?

Kiedy przyjechałam do Nepalu w 2003 roku, już od 13 lat toczyła się tam wojna domowa. Wojna, która w opinii świata i samego rządu nepalskiego, uznawana była wyłącznie za wewnętrzny problem kraju. Większość przyjeżdżających turystów nie miała pojęcia, jak przedstawia się sytuacja polityczna. Ich pobyt ograniczał się – i wciąż jeszcze ogranicza – do spacerów, trekkingu, czasem podróży luksusowymi, klimatyzowanymi autokarami.

Jaki więc był sens przekazu? Przyciągnąć turystów, wzbudzić w nich zainteresowanie
i lekko postraszyć. W końcu tego chcą, po to przyjeżdżają. Dla przeciętnego Nepalczyka, spotkanie z zagranicznym turystą, to często jedyna możliwość kontaktu z tzw. Zachodem. Przyjeżdżający turyści wpływają zachowaniem nie tylko na wizerunek ich samych, ale również na postrzeganie w ten sam sposób wszystkich obcokrajowców. A to z kolei może nieść za sobą skutki niekoniecznie pozytywne.

Przekonałam się o tym w Katmandu, w Świątyni Pashupatinath. Dla hinduistów to jedno z najświętszych miejsc w Nepalu. Ta strefa sacrum – gdzie kremuje się tylko najbogatszych i najbardziej zasłużonych obywateli: królów, książąt i innych wysoko postawionych notabli – stanowi dla turystów jedną z głównych atrakcji. Ja jednak wspominać będę to miejsce z niechęcią. Wszystko za sprawą pewnego Nepalczyka, który podszedł do mnie, gdy tylko przekroczyłam progi świątyni. Chcesz zobaczyć martwe ciało? – zapytał i nie czekając na odpowiedź, ruszył do przodu. Był przekonany , co dotarło do mnie jednak później ,że skoro większość turystów jest zafascynowana widokiem palących się zwłok, to i ja będę. I faktycznie, gdy pogrzebowy stos zapłonął, większość aparatów była już wycelowana w iskrzące się czerwonymi płomieniami kłody drewna. Przecież wszyscy zagraniczni turyści przyjeżdżają właśnie po to – odrzekł zdziwiony i zagniewany, że kilka rupii przeszło mu właśnie koło nosa.

Europe? Good country!

dscn4331_okPodróżując po Nepalu i obserwując reakcje napotykanych ludzi uświadamiałam sobie, jak postrzegani są w tym kraju Europejczycy. Znaczna część lokalnej ludności nie zdaje sobie sprawy z problemów, jakie dotykają nas każdego dnia. Według nich żyjemy w raju. Jakże byłam zdziwiona, gdy pewnego dnia przeglądając ogłoszenia w codziennej prasie natknęłam się na wytłuszczoną czcionkę układająca się w hasło: Study in Poland! Od razu przypomniały mi się podobne reklamy z naszej prasy, które zachęcały do podjęcia studiów w Wielkiej Brytanii, Francji czy USA. Ciekawym było więc spojrzenie na nasz świat z punktu widzenia ludzi żyjących w zupełnie innej części globu.

Często zastanawiałam się, jak widziani jesteśmy w kraju leżącym na krańcach świata. Naszego świata. Doświadczyłam, jak zmienia się wizerunek Europy nawet z tak prozaicznego punktu widzenia, jak geografia. Pamiętam własne zdziwienie, gdy weszłam do małego biura turystycznego w centrum Pokhary (drugie po Katmandu największe miasto Nepalu). Na ścianie wisiała mapa, ale ku memu zaskoczeniu, Europa nie stanowiła centrum świata – jak to przyzwyczajeni jesteśmy obserwować na naszych mapach – ale malutki cypelek przyklejony gdzieś do Azji. Szukając Polski, przyjrzałam się mapie uważniej. Miałam z tym spore problemy, okazało się bowiem, że na mapie nie było ani Morza Śródziemnego, ani tym bardziej Bałtyckiego. Niesamowita perspektywa!

Uderzyło to mnie także wtedy, gdy wędrując od wioski do wioski, co parę metrów prowadziłam dialog składający się ze standardowych pytań i odpowiedzi: How are you?, Where are you from?. Zmęczona tłumaczeniami gdzie leży Polska, i że to w żadnym wypadku nie jest Holandia, pewnego dnia odbyłam bardzo pouczający dialog:
– Where are you from?- zapytano.
-Europe. – padła odpowiedź.
-Aaa, Europe, Good country!
O podobnej perspektywie postrzegania Europy pisał niegdyś były ambasador RP w Indiach, Maria Krzysztof Byrski. Wspominał o liście, który przyszedł do niego z Indii i zaadresowany był następująco: Warsaw, Poland, England.

Liberalizm kontra konserwatyzm

kopia-tibet0052_ok_okWiele spraw uświadamiałam sobie dopiero w trakcie rozmów z miejscowymi. Moi nepalscy koledzy przyznawali się, że bardzo chcieliby mieć europejskie żony. Według nich bowiem, z nami nie ma takiego problemu jak w Nepalkami, gdyż związki w naszym świecie opierają się wyłącznie na dawaniu sobie przyjemności. Gdy jest dobrze, jesteście razem, gdy zaczyna się robić źle, rozstajecie się i po problemie – argumentowali. Kontrastowało to – w ich oczach – z zasadami, jakie rządzą związkami damsko-męskimi w Nepalu, gdzie małżeństwa wciąż są w dużej mierze aranżowane i nie ma miejsca na jakikolwiek kontakt fizyczny przed ślubem. Rygory ich świata kontra liberalizm europejski?

Podobny wizerunek białych kobiet funkcjonuje w Indiach. Głównie dzięki, etapujących seksem i erotyką, hollywoodzkim filmom. Na podstawie takich produkcji tworzy się stereotyp wyzwolonej i niezależnej femme fatale. Myślę, że nie można zlekceważyć również faktu, jakie kobiety przyjeżdżają do Indii. Często są to poszukujące szczęścia i mocniejszych wrażeń Europejski czy Amerykanki, które nie stroniąc od używek, gotowe są na nowe doznania, zainspirowane zagranicznymi wydaniami Kamasutry. Nie bez znaczenia jest też wizerunek, jaki świadomie – lub nieświadomie – tworzą same turystki. Przykładem jest postrzeganie nagości. O ile w Europie odsłonięcie w trzydziestostopniowym upale nagiej łydki lub pleców nie jest źle postrzegane, a bywa nawet pozostaje niezauważone, o tyle w Indiach ubiór taki może być odebrany zupełnie inaczej. A o samych kobietach, roznegliżowanych w opinii hindusów, mówi się:  safed mal, co w języku hindi znaczy tyle, co „biały towar”.

Trąd na skórze Matki Indii i półbogowie

Z uwagi na kolonialną przeszłość Indii wykształcił się pewien wizerunek Europejczyka. Miało to związek również z tym, że wielu Indusów zrewidowało swe poglądy podróżując do Europy, pracując tam, próbując ułożyć sobie życie.

Zanim rozpoczęły się podróże i poznawanie kultury Zachodu, nawiązywane w Indiach kontakty z przedstawicielami Zachodu owocowały ukształtowaniem się licznych stereotypów i odgórnie formowanych sądów. Jedną ze sfer kontaktu był wygląd zewnętrzny, który w przypadku Europejczyków miał niebagatelne znaczenie. Wiązało się to z odwiecznym w Indiach uwielbieniem dla białej skóry. Taką właśnie jasną karnację mieli posiadać Arjowie, czyli przodkowie współczesnych Indusów, których skóra na skutek zmieszania z ludnością miejscową pociemniała, tracąc pierwotną szlachetność. Ideałem piękna jest więc w Indiach marmurowa cera ciemnego bruneta i regularne rysy twarzy. Taki wygląd kojarzony jest z wyglądem półboga – nieosiągalnego i bliskiego bóstwom. Z drugiej jednak strony, niebieskie oczy, blond włosy oraz różowa cera kojarzą się w Indiach pejoratywnie. Kojarzą się z trądem powodującym zanikanie pigmentu. Dlatego o Brytyjczykach mówiono niekiedy, że są Trądem na skórze Matki Indii. Żółte włosy uważane były od zawsze za atrybut demonów, a włosy koloru ciemnoblond przywodziły na myśl? sierść małp. Podobne skojarzenia budziła zaczerwieniona od gorąca, czy częściej od alkoholu, twarz Europejczyka. Takie postrzeganie białego człowieka, sprowadzało go do roli niedotykalnego półdemona, bądź idealnego półboga.

Przy rodzących się stereotypach niebagatelne znaczenie miała też komunikacja i kwestia rozumienia przestrzeni indywidualnej. Na tym polu często dochodziło do nieporozumień, przeradzających się w uprzedzenia. Do dziś zresztą wielu turystów postrzega Indusów jako natrętnych i ciekawskich. A Indusi widzą nas często jako niemiłych i oschłych. Dlaczego? W świecie indyjskim komunikacja ma służyć przede wszystkim podtrzymaniu kontaktu, poznaniu się, oswojeniu wzajemnej przestrzeni. Indusom trudno było zrozumieć angielskie – w tym wypadku – poszanowanie prywatności i nieangażowanie się w sprawy innych. Anglikom zaś z trudem przychodziło akceptowanie zachowań rdzennych mieszkańców.

Turysta mile widziany?

75_ok_okSama doświadczyłam, że przewartościowanie swojej kultury i tradycji nie musi się odbywać poza granicami kraju, bo przecież najważniejszy jest dialog. Dlatego starałam się ważyć słowa podczas rozmów z nepalskimi przyjaciółmi. Bardzo zaskoczyło mnie więc pewnego dnia stwierdzenie działacza jednej z pozarządowych organizacji, zajmującej się m.in. edukacją, konserwacja zabytków i innymi działaniami na rzecz lokalnej społeczności. Stwierdził on, że przyjazdy turystów, głównie młodych ludzi, są czymś niezwykle cennym dla Nepalu, że są czynnikiem przyspieszającym zmiany w nepalskim społeczeństwie. Nie miał jednak na myśli przejmowania zachodnich mód i wzorców zachowań, nie chodziło mu również o przejmowanie zachodnich wartości. Mówił o zmianach w świadomości ludzi. Ot, choćby o kastowych podziałach, które skutecznie utrudniają realizację różnych projektów, czy po prostu współpracę między członkami społeczeństwa. Mój znajomy nie wymagał wiele od turystów. Wystarczyła sama obecność obcokrajowców. Już sam bowiem widok podających sobie ręce kobiety i mężczyzny, czyli dwóch, pochodzących z różnych grup społecznych osób, mógł – jego zdaniem – w znaczący sposób wpłynąć na kształtowanie się obywatelskiego społeczeństwa. Czy miał rację?

Teraz, kiedy Nepal nie jest już królestwem, kiedy władzę (nie bez poparcia znacznej części narodu) przejęli Maoiści, Nepal przestał być celem ?turystyki z dreszczykiem?. Znów jawi się jako spokojne, przepiękne miejsce. Shangri-la, ukryta jeszcze przed cywilizacją i zachodnią kulturą. Jawi, ale rzeczywistość jest już zupełnie inna. I jeśli jest, to jaka? Tego już nie dowiemy się z książek. Pierwszym krokiem do zdobycia tej wiedzy będzie zakup biletu. lotniczego.

Be Sociable, Share!
    Tagi: ,

    Podobne

    Komentarze

    1. Fela pisze:

      czerwony od slonca, czy moze po prostu ogorzala twarz od 40%, co? ;))))

    2. skawel pisze:

      pewnie ze rulez !!!

      mnie zaniepokoilo jedno – jako blady, czerwony od slonca na gebie blondyn czyli tredowaty nie mam prawa podobac sie lokalnym dziewczynom???.
      hmmm

    3. tom_brush pisze:

      doskonała lektura
      szczere spojrzenie
      mandragon rulez
      pozdrawiam i powodzenia

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    *
    = 5 + 0

    This blog is kept spam free by WP-SpamFree.