W drodze na Dach Świata cz. 4

Szalona podróż do domu

Nazajutrz po równie wyśmienitym śniadaniu, wyruszyliśmy w kierunku Jammu. Prawie trzysta kilometrów górskiej drogi okazało się trudniejsze niż przewidywaliśmy – przede wszystkim ze względu na niewyobrażalny ruch – do konwojów wojska dołączyły bowiem setki cywilnych ciężarówek niebaczących na nikogo i na nic na drodze. Jakby tego było mało, również szczęście przestało nam dopisywać. Z nieznanych nam po dziś dzień przyczyn, tuż przed granicą Kaszmiru, Toma Roxy odmówiła posłuszeństwa – próbowaliśmy wszelkich możliwych sposobów, by zidentyfikować przynajmniej przyczynę problemu – bezskutecznie. Tu jednak po raz pierwszy cieszyliśmy się z obecności armii. Powołując się na swoje rodzinne koneksje, Pallavi udało się przekonać wojskowego mechanika by rzucił okiem na motor. Jednak, jako że w armii budowa silników Royal Enfield ogranicza się do wojskowych modeli 500 CC, nikt nie miał większego pojęcia o nowszych modelach Thunderbird. Udało się natomiast uzgodnić transport maszyny kilkaset kilometrów w stronę Jammu, gdzie bez problemów mieliśmy znaleźć serwis rozwiązujący nasz problem.
Zgodnie z indyjskim pojęciem czasu, motor dotarł do miejscowości Udhampur około północy zamiast obiecanej 19.00. Niewiele wcześniej na miejscu pojawiliśmy się  my sami – zdecydowaliśmy się na nocleg w niewielkim zajeździe. Podjęliśmy następnie trudną decyzję, że zgodnie z naszą dewizą „jeden za wszystkich, każdy za siebie”, Tom wraz z wolontariuszem Jackiem zostanie na miejscu, aby rozwiązać sprawę motoru.
Do Delhi zostało nam około 700 km trasy, którą planowaliśmy pokonać w dwa dni. Szczegółowe badania mapy dały nam jednak nadzieję na dokonanie skrótu. Wciąż jednak wydawało nam sie niemożliwością pojawienie się w stolicy następnego dnia. Postanowiliśmy się nie napinać – start zarządzono na 4.00 rano i… zobaczymy jak pójdzie! Dla naszej uciechy, właściciel zajazdu zaoferował załatwienie nam kilku zimnych piw i chociaż tymi okazały się być paskudne Kingfisher Strong, było to pierwszych parę łyków złocistego napoju od czasu wjechania w góry.
Pobudka i wyjazd udały sie wyjątkowo sprawnie. Jeszcze tylko 2-3 godziny przeprawy przez góry i wylądowaliśmy na płaskich terenach, gdzie spodziewaliśmy się sie znaleźć drogi w nieco lepszym stanie. Łatwo jednak nie było – trwały budowy na całym odcinku a do tego zaczął dokuczać upal. Gdy około południa dotarliśmy do miasta Jalandhar w Punjabie, było już piekielnie gorąco. Niby w ramach rekompensaty dostaliśmy prezent w postaci przyzwoitej, dwupasmowej drogi do samego Delhi.
Słońce jednak paliło niemiłosiernie. Motocykliści w ciężkich, ochronnych strojach i czarnych kaskach działających jak sauna parowa na ich głowy. Odtąd obraliśmy jednolity rytm – przejechane 50 kilometrów następnie 5-10 minutowy postój spędzony w cieniu drzew tudzież klimatyzacji naszego Pajero, zmoczenie szalików woda, uzupełnienie płynów, ostudzenie kasków i dalszą podroż. Na 200, może 300 kilometrów przed Delhi zaczęliśmy wierzyć, że może udać nam się pokonać cala trasę jednego dnia. Mobilizując siebie nawzajem, około zmroku pojawiliśmy się na znanej już nam autostradzie łączącej Chandigarh z Delhi. Ostatnie sto kilometrów, a szczególnie 40 przez samo miasto okazały się chyba najtrudniejszymi podczas całej podroży, nie tylko dla nas ale i dla naszych silników którym cały dzień. na wysokich obrotach, w prawie 50-stopniowych upałach dał się mocno we znaki. W Delhi już całkowicie wszyscy się pogubili, gdyż ciemności jak i bliskość celu niezbyt sprzyjały patrzeniu w lusterka. Gdy pierwsza dwójka – Frenchie i Karol – pojawili się na ostatnim, 20-kilometrowym odcinku czteropasmowej autostrady łączącej centrum z przedmieściami i nasza baza – Gurgaon – radość była niesamowita. Po zaparkowaniu obaj dosłownie spadli z motorów i przez chwile leżeli bez ruchu. Kilkadziesiąt minut później na miejscu pojawiła się nasza „service truck” –  James, Karita, Pallavi i Yasmina a po chwili Basia i Rouf. Na głowy wszystkich wylany został zimny Tuborg, a całkowite wycieńczenie, choć na kilkanaście minut zastąpione zostało radością z dokonań zarówno tego dnia jak i całej wyprawy.

Be Sociable, Share!

    Podobne

    Komentarze

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    *
    = 3 + 3

    This blog is kept spam free by WP-SpamFree.