Talib na Twitterze

Talib ściął się na Twitterze z rzecznikiem ISAF-u (International Security Assistance Force, w którym też działają Polacy). Nie, nie jest to początek żartu. Tak było dwa dni temu. Po krwawej bitwie w Kabulu rzecznik prasowy ISAFu zatwittował w odpowiedzi na zaczepną wypowiedź rzecznika talibów tymi słowy:

„Wynik /operacji w Kabulu/ był nieunikniony. Nasuwa się pytanie, jak długo terroryści będą szkodzili Afgańczykom?”

Na to rzecznik talibów: „Nie mam pojęcia, robicie to już od 10 lat. (…) I wciąż macie tupet mówić o szkodzeniu Afgańczykom przez nas”.*

Wtedy rzecznik ISAF zacytował dane statystyczne, pisząc dalej: ”Doprawdy? Statystyki Unama (organizacja UN) mówią, że 80 procent ofiar w Afganistanie wam zawdzięcza śmierć.”

Rzecznik talibów przypomniał, ze statystyki są wytworem jednej z sub-organizacji Narodów Zjednoczonych, więc nie są szczególnie wiarygodne.

Następnie CNN opublikowała na Twitterze materiał, głoszący, ze talibowie w Afganistanie są coraz mniej skuteczni. Co na to rzecznik talibów?

Rzecznik talibów: lol

(dla niezaznajomionych ze slangiem internetowym – „lol” oznacza „laughing out loud”, czyli wybuch śmiechu zapisany przy pomocy liter)

Czego chcą talibowie? Kalifatu islamskiego (czyli państwa całkowicie opartego na prawie islamskim, przy czym, w przypadku talibów, miałaby to być ich własna interpretacja szariatu), prawa islamskiego, kontroli Afganistanu, czy Pakistanu.

W imię czego? Swojej koncepcji Boga i kodeksu honorowego.

Dlaczego niektórzy ich popierają? Dlatego, że Afganistan był od zawsze niemal rozdarty wojnami. Kiedy Sowieci wycofali się z Afganistanu, nastał okres całkowitego rozprężenia prawnego, jeszcze bardziej wzrosła przestępczość, brakowało regulacji i kontroli. Talibowie, dzieci wojny, mudżahedini, często sieroty wojenne wychowywane w madrasach w Pakistanie, niepiśmienne, którym niewykształceni mułłowie pakistańscy wpajali do głów tylko Koran z własną interpretacją tegoż, zaprowadzili porządek w oparciu o dwie najważniejsze przesłanki – Koran właśnie i świecki kodeks karny, zwany Pasztunwali (wymawiane Pasztunuali).

Wprowadzili bardzo surowe zasady, które drastycznie zmniejszyły przestępczość – chłosty, ucinanie kończyn za kradzież czy wreszcie ukamienowanie. Szybko skończyły się grabieże. Kraj wrócił do pionu, okupionego zniewoleniem kobiet (zamknięciem ich w domu i zakazem uczenia się), izolacją terenu pod kontrolą talibów przed jakimikolwiek wpływami Zachodu (w tym muzyką i filmem, ale i medycyną). Niektórym się to podobało, co jest psychologicznie uzasadnione – po okresie anomii zwykle nastaje zamordyzm, który ludzie przez jakiś czas przyjmują z wdzięcznością, bo lubią żyć według określonych zasad.

Ponieważ Koran nie dostarcza argumentów, by kamienować czy trzymać kobiety w domu, talibowie wytworzyli swój własny system, dość niesłusznie nazywany w prasie prawem koranicznym. Do wyrwanych z kontekstu przepisów koranicznych, dowolnie interpretowanych hadisów i własnych fatw dołożyli jeszcze Pasztunuali, o czym pisałam powyżej, pasztuński kodeks honorowy, dość krwawy (zalecający akcje typu „oko za oko, ząb za ząb”), gloryfikujący zemstę. Talibowie bowiem to w głównej mierze Pasztuni, nie Afganowie.

Kiedy talibowie stali się oficjalnym, acz nierozpoznanym na świecie rządem Afganistanu, najpierw ludzie odetchnęli. Jak zwykle na początku rewolucji, w oczekiwaniu na zmiany i porządek. Potem okazało się, że są zniewoleni. Ale znowu – nie wszystkim to przeszkadzało.

Po amerykańskiej inwazji na Afganistan, talibowie byli przez lokalnych uważani za obrońców ziemi znowu najechanej przez obcych. Trudno powiedzieć, jak wielu mają popleczników. W tej chwili walczą o ponowną kontrolę nad Afganistanem wspierani przez talibów z Pakistanu. Ale pamiętać należy, że Afganistan to nie tylko Pusztuni, ale i inne grupy narodowe, tępione przez talibów. Stąd niemrawa, ale jednak opozycja wobec talibów w Afganistanie.

Talibowie zabijają tych, którzy współpracują w jakikolwiek sposób z obecnymi w Afganistanie obcymi wojskami. Nie ma znaczenia, czy są to sami obcokrajowcy czy też Afgańczycy. Każdy, kto jest przeciw nim, jest zdrajcą. Niezależnie od motywów. Walczą w obronie wymyślonych przez siebie zasad i reguł. Nie odpowiem na pytanie, czy ma to sens, bo reguły te są okrutne i nieludzkie, ale nie odpowiem też na pytanie, czy okupacja Afganistanu faktycznie chroni lokalnych przez barbarzyństwem. Bo nie wiem.

***********************

Chcecie śledzić twitty rzecznika prasowego talibów? Oto on @ABalkhi.

Tekst powyższy był możliwy dzięki krótkiemu artykułowi Haroona Sidiqqea z dzisiejszego The Guardian oraz książce Ahmeda Rashida: Taliban: The Power of Militant Islam in Afghanistan and Beyond, 2010, I.B. Tauris

* oto wersja oryginalna tego, co napisał Balkhi (używał języka angielskiego):

@ISAFmedia i dnt knw.u hve bn pttng thm n ‘harm’s way’ fr da pst 10 yrs.Razd whole vllgs n mrkts.n stil hv da nrve to tlk bout ‘harm’s way’”

Be Sociable, Share!

    Podobne

    Komentarze

    1. gosc pisze:

      Tez sie zastanawiam czego moga chcieć Talibowie. Naprawde Kalifatu? http://antyramki.com/antyramka/928/Talib

    2. Bogdan pisze:

      Groteska. Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Tak czy inaczej interesująca wymiana zdań…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    *
    = 5 + 7

    This blog is kept spam free by WP-SpamFree.