Shantiniketan. Turystyczny klejnot Bengalu

studenci-na-rowerach-zdjecie-glowne-small
fot. Konrad Konzi Knapik

Shantiniketan to niewielkie miasteczko położone około 180 km na północny wschód od Kolkaty w okregu Birbhum w stanie Bengal Zachodni w Indiach. Rozsławione jest na cały kraj osobą bengalskiego pisarza i poety Rabindranatha Tagore’a, który w 1913 roku zostal uhonorowany literacką nagrodą Nobla. To właśnie tutaj w 1901 roku zbudował szkołę swoich marzeń, gdzie uczniowie mogli uczyć się na świeżym powietrzu, a nauczyciele pełnić rolę mentorów i przyjaciół dla młodych umysłów. Na 50-lecie istnienia ta mała na początku szkoła została uznana jedną z najbardziej prestiżowych uczelni wyższych w calych Indiach.

Jak dojechać?
Najłatwiejszym sposobem dostania się do Shantiniketan jest prawie trzygodzinna podróż pociągiem ze stacji Sealdah w Kolkacie do miasta Bolpur, z którego rikszą rowerową za około 20 Rs (1-2 zł) można dotrzeć w kilkanaście minut do Shantiniketan. Bilet kolejowy drugiej klasy to koszt 80 Rs (5-6 zł). Można go nabyć wczesnym rankiem tuż przed podróżą. Pociąg odjeżdża o godzinie 6:25.
W momencie przyjazdu na stację Bolpur, każdy turysta ma dwie opcje – wynajęcie za okolo 80-100 Rs (5-7 zł) na cały dzień rikszy rowerowej i zdanie się na wiedzę rikszarza, który zabierze nas tylko do najbardziej znanych i turystycznych miejsc w mieście, lub wynajęcie roweru i odkrywanie wszystkiego na własną rękę. Ja osobiście preferuję opcję drugą. Koszt wynajęcia wiekowego roweru, który przypomina wyglądem wehikuły naszych dziadków i babek, to około 30-40 Rs (2-3 zł). Jako zastaw należy zostawić dowolny dokument tożsamości.

Łyk bengalskiej kultury

Dwoma głównymi punktami podróży po Shantiniketan powinny być: wspomniany już uniwersytet Visva-Bharati oraz muzeum jego założyciela, Rabindranatha Tagore’a. Teren uniwersytetu jest otwarty dla turystów. Pośrodku niewielkich budynków, które służą nauce tylko w czasie deszczu, znajduje się mała studencka restauracja w której za 2-3 zł (30-50 Rs) możemy zjeść typowo indyjskie śniadanie – puri, kachuri, samosa oraz wypić kawę lub herbatę. Przy odrobinie szczęścia można dosiąść się do prowadzonych pod drzewami zajęć z najróżniejszych dziedzin nauki, lub odwiedzić pracownię sztuki, w której młodzi artyści tworzą swoje dzieła – malowidła, posągi oraz inne wyroby ręczne. Zaledwie kilka minut drogi rowerem od uniwersytetu, położone jest muzeum Rabindranatha Tagore’a. Wejście to koszt zaledwie 5 Rs (35 groszy). Oprócz dobrze zachowanych rękodzieł, przedmiotów osobistych oraz domu bengalskiego noblisty, można zobaczyć jego czarny zabytkowy samochód Humber oraz kupić wiele dzieł przełożonych z języka bengalskiego na angielski.

fot. Konrad Konzi Knapik
fot. Konrad Konzi Knapik

Plemienne wioski
Shantiniketan to jednak nie tylko Rabindranath Tagore, ale także kilka znajdujących się na obrzeżach miasta małych wiosek plemiennych, w których czas zatrzymał się przynajmniej 100 lat temu. Gliniane domki ocieplane krowimi odchodami, słomiane dachy, wolno spacerujące kury i kaczki, mężczyźni orający ziemię zaprzężonymi do drewnianych pługów krowami, kobiety krzątające się po domostwie lub zbierające ryż na podmokłych polach, dzieci bawiące się wesoło, które na widok białego turysty zatrzymują się zaciekawione. Czasami, przy odrobinie szczęścia, możemy liczyć na zaproszenie do domu na małą filiżankę herbaty. Bariera językowa nie jest tu kłopotem, ponieważ porozumiewać się można jedynie prostymi gestami i uśmiechem. Niewykluczone także, że starsi mężczyźni zaproszą nas do osobnego budynku, gdzie pędzą lokalny bimber z ryżu o nazwie „bangla”. Jego kolor przypomina brudną wodę z wiadra, a smak kojarzy się ze słabymi jakościowo polskimi wódkami. Tubylcy twierdzą jednak, że „bangla” wchodzi miło i przyjemnie, aczkolwiek w pewnym momencie następuje odpływ mogący trwać nawet dobę. Tutejsi specjaliści pędzą także „bhaag”, trunek znacznie mocniejszy, który także wyrabia się na ryżu, jednak dla efektu końcowego miesza się go z marihuaną lub haszyszem. Próbowanie „bhaagu” polecam tylko najbardziej ciekawskim twardzielom i tylko w niewielkich ilościach.

fot. Konrad Konzi Knapik
fot. Konrad Konzi Knapik

Wiejska fabryka wyrobów ręcznych
Bardzo ciekawym przystankiem wycieczki po Shantiniketan jest Amar Kutir – sklep i fabryka wyrobów skórzanych, tradycyjnych ubrań jak chociażby kurta lub salwar kamiz, i niezliczonej ilości bengalskich pamiątek. Wszystkie produkty tworzone są tutaj ręcznie od początku do końca, a wzory i kształty naprawdę unikatowe. Ceny bywają nawet o 60-70% tańsze, aniżeli w Kolkacie. Dobrym przykładem jest makata ścienna z wymalowanym wiejskim życiem Bengalu. Duża makata to koszt około 250 Rs (17 zł), gdy za identyczną w Kolkacie musimy zapłacić ponad 600 Rs (40 zł). Naprzeciwko sklepu stoją cztery połączone ze sobą budynki w których odbywa się cała produkcja. Kobiety i mężczyźni ręcznie wyrabiają wszystko to, co można dostać w sklepie. Możliwość przespacerowania się po tej malutkiej fabryce i obejrzenia wszystkiego z bliska jest wspaniałą atrakcją. Prześledzenie całego procesu powstawania jednego portfela w kształcie słonia budzi wielkich podziw dla pracy wykonywanej przez tutejszych ludzi.

Niecodzienna galeria kamieni
Kolejną atrakcją Shantiniketan jest położona nieco na uboczu galeria natury w której zgromadzone są znalezione w przeróżnych miejscach w całych Indiach kamienie przypominające zwierzęta, ludzi, wydarzenia lub nawet bogów. Można tu podziwiać kamienie w kształcie lecącego ptaka, psa, kota, ręki z wyciągniętym w górę kciukiem. Jest także śpiący Budda, hinduski bóg Ganesh, a nawet skamielina w kształcie atomowego grzyba. Wejście do galerii jest zupełnie darmowe. Po wszystkich zgromadzonych ewenementach natury oprowadza nas miły przewodnik, który na końcu oczekuje jedynie wpisania się do pamiątkowej księgi i polecenia galerii swoim

fot. Konrad Knapik
fot. Konrad Knapik

znajomym i przyjaciołom. Część z atrakcji, które już nie mieszczą się na terenie muzeum, ulokowane są w pobliskim lesie przy niewielkim wodospadzie, który uaktywnia się tylko w czasie monsunu. Aby trafić do tego ciekawego miejsca, najlepiej jest pytać się napotkanych tubylców o drogę do „sculpture gallery” lub „sculpture museum”. Wszyscy na pewno wskażą odpowiedni kierunek próbując nawiązać jeszcze krótką rozmowę.

Muzyczny festiwal, czyli kiedy najlepiej przyjechać
Jednym z najlepszych okresów w roku na odwiedzenie Shantiniketan jest trzeci tydzień listopada, gdy w mieście odbywa się Poush Mela – trzydniowy lokalny festiwal gromadzący folkowych grajków, śpiewaków i tancerzy, ale przede wszystkim Baulów. Baul to religijna bengalska sekta gromadząca artystów tworzących tradycyjnie utwory muzyczne wychwalające ich własną filozofię życia. Na trzy dni i trzy noce do niewielkiego Shantiniketan zjeżdżają tysiące ludzi, aby posłuchać muzyki Baulów oraz wielu innych okolicznych, czasem zupełnie nieznanych artystów. Ceny pokoi hotelowych, które normalnie wahają się w przedziale 450-900 Rs (30-60 zl) rosną wtedy nawet dwu- lub trzykrotnie.

Shantiniketan to prawdziwy turystyczny klejnot Bengalu Zachodniego stanowiący miłą i odprężającą odmianę od głośnego wielkomiejskiego zgiełku dwunastomilionowej Kolkaty. Nawet ludzie niezainteresowani literaturą i zupełnie niezaznajomieni z twórczością Tagore’a, powinni tutaj znaleźć przyjemny zakątek włócząc sie na rowerze po okolicznych drogach, robiąc zakupy w Amar Kutir, lub słuchając mistycznej muzyki Baulów.

Be Sociable, Share!

    Podobne

    Komentarze

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    *
    = 3 + 2

    This blog is kept spam free by WP-SpamFree.