Polscy zesłańcy – rozmowa ze Stefanią Plater

Jeden z polskich domów w południowym Kazachstanie

Rozmowa ze Stefanią Plater, urodzoną w 1923 r. (wg dokumentów w 1924 r.), zesłaną na Syberię w 1941 r. Rozmowa przeprowadzona przez Olgę Dawydenko i Janinę Dłużewską.

Proszę opowiedzieć skąd Pani pochodzi?

Urodziłam się na Litwie, proszę Pani. W majątku Degul. Tam uczyłam się w polskim gimnazjum w Poniweżu do siedemnastego roku życia. W 1940 roku przestałam się uczyć, bo przyszła radziecka władza i zaczęli wszystko zabierać. W1941 nas wypędzili z domu.

W którym roku była Pani wysłana do Kazachstanu?

Byłam zesłana na Syberię w 1941 roku. 30 czerwca nas w nocy zabrali, wsadzili do pociągów pełnych ludzi, w większości takich, którzy mieli majątki, bogatych. Drugi skład to byli biedniejsi, a trzeci skład – łapali kogo popadnie. Przywieźli nas do Barnaułu. Ojca zabrali do Krasnojarskiego Kraju do łagrów. Tam zmarł. My nie wiedzieliśmy o tym. Dowiedzieliśmy się dopiero, jak otrzymaliśmy rehabilitację. To było w 1983 roku.

Pieniędzy u nas nie było i mieliśmy tylko 6-miesięczne paszporty, nazywaliśmy je „wilcze bilety”. Paszport otrzymałam dopiero w 1981 roku. Przez 40 lat życia nie byłam „normalnym człowiekiem”.  Przez siedemnaście lat to w ogóle byłam pod komendaturą [pod nadzorem NKWD].

W 1966 roku przyjechaliśmy do Ałma-Aty. Mojego młodszego brata, Dominika,  zameldowali. A ja przeszłam wszystkie instancje, ale nie meldowali, pracy nie dawali… Poradzili mi napisanie listu do Kunajewa [tymczasowego pierwszego sekretarza partii Kazachstanu]. Napisałam do niego list i za tydzień od razu otrzymałam zezwolenie. Zatrudniłam się w fabryce cukierków.

Jak Pani myśli, za co Panią tak prześladowano?

Pierwsza była nienawiść Litwinów. Co przeżyliśmy, nie chcę mówić. Rzucali granaty, rozsadzali dom. Ojca aresztowali.

Czy ojciec uważał się za Polaka?

Tak. Ja chodziłam do polskiego gimnazjum. Janek (starszy brat, świętej pamięci) też. On był w łagrze, w kopalni węgla w Donbasie. Uciekał stamtąd, przysypany węglem w wagonie. Wrócił do Polski i w 1960  zmarł na suchoty.

A na Syberii był głód, chłód. Wszy. Nogi do łachmanów przymarzały. Piła, łom, łopata. To cała radość była na Syberii. Nawet soli nie było. W 1942 roku trafiłam do obozu pracy do Komsomolska-na-Amurze. Wcześniej byłam w sowchozie NKWD koło Ułan-Ude, gdzie był miasokombinat (zakłady mięsne). Tam kości i skóry rozbieraliśmy. Z Komsomolska wróciłam w 1947.

Co robiła pani w obozie?

Tam w tajdze była budowa. Co robili mężczyźni, to i kobiety, Piła, siekiera, łom, łopata. Rąbaliśmy las.

Czy w obozie pracy było dużo Polaków?

Mało, ze trzy osoby. Reszta – Niemcy, Litwini, Łotysze, Kazachowie, Uzbecy, Ormianie.

Czy w obozie traktowali Panią jak Polkę czy jak Litwinkę?

Tam nikt nikogo nie traktował. Proszę Pani, kiedy zsyłali, wszyscy byli jednej marki. Nikt nie myślał, kto ty jesteś. Z Polski wywozili – ty Polak, z Litwy – ty Litwin, z Kazachstanu – ty Kazach.

Czy z tego powodu, że rodzice mieli inny status społeczny, nie byli prostymi chłopami, czy miała Pani jakieś kłopoty?

W ogóle w oczy mi nie mówiono o tym.

Czy Pani ojciec był hrabią?

Tak, majątek miał. Zajmował się gospodarką. W majątku pracowało z dziesięć osób. Byli zadowoleni. Dlatego, bo płacili dobrze, karmili dobrze. Ale w  sąsiedztwie mieszkali Litwini, którzy mieli po 5, 10, 15 hektarów ziemi i ci byli najgorsi – zawsze niezadowoleni. W okolicy było też sześć polskich majątków.

Były też trzy polskie gimnazja. Raz Litwini zaczepili Polaków, raz my jak chuligani postępowaliśmy. Były kawałki takie i z naszej strony, i z ich strony.

Czy wie pani jak tam na Litwie się żyje, czy lepiej niż w Kazachstanie?

Na pewno lepiej niż w Kazachstanie. Ale też państwo ma swoje trudności.

Nie wie Pani, czy majątki oddają? Mój młodszy brat nas zaprasza: przyjeżdżajcie, przyjeżdżajcie, ziemię odebrałem, ziemię oddali. Ale ja myślę: po co nam teraz ta ziemia? Ja przeżyłam tam wszystkiego 17 lat. A ten, kto przeżył tam 30, 40 lat, to jakimi oczami będzie teraz na mnie patrzeć?

Ale przecież Litwini skrzywdzili  waszą rodzinę…

Proszę Pani, ci którzy skrzywdzili już nie żyją. A ci teraz, czego oni są winni? Oni nas nie krzywdzili. Ale i w Kazachstanie robi się strasznie.

Jak obchodziła święta Pani rodzina?

Na Boże Narodzenie stół nakrywaliśmy. Jodełkę stawialiśmy. Cała rodzina zbierała się. Czasami byli goście, czasami nie było. Ładnie nakrywaliśmy zawsze stół. Śledzie, ryba, mama coś zawsze upiekła, kasza z pszenicy, kutia, kisiel. Zawsze pod serwetę siano kładliśmy. Jodełki były duże. Zawsze wchodziliśmy pod nie i znajdowaliśmy prezenty. Po kolacji trochę rozmawialiśmy, długo nie siedzieliśmy i szliśmy spać. Na Święta staraliśmy się być każdy u siebie w domu. Litwini chodzili po domach i kolędowali. Polacy nie.

A jak było na święta w Kazachstanie?

Tu w Kazachstanie? Michał jodełkę robi. Wszystko w domu sprząta. Przyjdzie wnuk, nakryjemy stół. W każdy rok tak robimy. Na Wielkanoc też stół nakrywamy, jajka malujemy. Też ktoś przychodzi. Sąsiadów czasem zaprosimy, a oni nas na swoje święto. Sąsiedzi nasi to są nieźli ludzie. A naprzeciwko Niemcy mieszkają. Też myślą, czy nie wyjechać do Niemiec.

Blok w centrum Ałmaty. Fot. Stahlbauer

Czyli środowisko macie wielokulturowe?

Tak, pani. U nas tu i Niemcy, i Kazachowie. I Uzbecy sklep mają.

Czy wszyscy jednakowo przyjaźnicie się?

Wszyscy jednakowo. U nas nie ma różnicy. Nikt nie mówi ty Polak, ty Niemiec. Może gdzieś tam Kazachowie prześladują Rosjan, ale koło nas, w naszym okręgu, tego nie ma.

Co to znaczy dla Pani być Polką?

Jestem urodzona Polką. Wychowana jestem po polsku. Pacierzy nauczyłam się po polsku. To jest mój od urodzenia język.

Co to znaczy Ojczyzna?

Ziemia, na której skupieni są ludzie jednej narodowości, jednej rasy, jednego wyznania. Jeden mają cel, jedne mają myśli, wszystko to jest połączone jednym duchem. Ten kawał ziemi na którym zamieszkują ci ludzie nazywa się ojczyzną, moim zdaniem.

Gdzie jest Pani Ojczyzna?

Moja Ojczyzna – w połowie Polska, w połowie Litwa. Jestem urodzona na Litwie, a wychowana w polskim duchu.

Czy mówi Pani po litewsku?

Mówię.

A po kazachsku?

Nie. Proszę pani, nie miałam czasu. Ja pracowałam, gospodarkę trzymałam. Trzeba było zaczynać żyć. Gdy przyjechaliśmy, nic nie było, absolutnie.

Dlaczego Pani rodzina postanowiła przyjechać właśnie do Kazachstanu?

Bardzo namarzliśmy na Syberii. Tam głód i chłód. Tam chleba nie było. Nawet kiedy komendaturę zdjęli, to chleba nie było. My tu przyjechaliśmy jak do raju.

Czy nie chcieliście wrócić na Litwę?

Nie puszczali. Oprócz Syberii mieliśmy prawo jechać do Kazachstanu i Uzbekistanu. A do Rosji, Polski, Litwy nie mogliśmy.

W którym roku dostaliście to pozwolenie?

W 1958 A wyjechaliśmy w 1966. Pieniędzy nie mieliśmy, żeby od razu wyjechać. Kiedy byliśmy pod komendaturą, to nawet nam [za pracę] nie płacili.

Gdzie Pani pracowała w Kazachstanie?

Ze swoim wilczym biletem długo żadnej pracy nie miałam. Potem dostałam pracę w fabryce cukierków. Zaczynałam od mycia podłogi. Potem pozwolili uczyć się pracy na maszynie. Najlepsze prace mieli swoi.

Swoi czyli kto?

Kto miał dokumenty normalne.

Co było napisane w wilczym bilecie?

Że jesteś obywatelem Związku Radzieckiego. Dokument był ważny sześć miesięcy. Z takim papierkiem wiele nie zapracujesz. Już siadłeś do jednego miejsca, tak siedź do końca. Tak ja przesiedziałam.

Czy Kazachstan został dla Pani drugą Ojczyzną?

Nie. Został jakby… nie wiem, jak to wyrazić. Przyzwyczajenie, szacunek za to, że nie skrzywdzili. Za Syberią tęskniłam. Młodość tam przeszła. Choć głód i chłód był. I ciężko było, i nadzór był. Ale jednak została ta tęsknota. Teraz już odwykłam.

Ale za czym tęsknota była?

Sama nie wiem. Za przyrodą może. Piękną tundrą. Poniszczyli wszystko.

Czy po zesłaniu miała Pani jakieś kontakty z Polakami?

Z nikim nie miałam do 1958 roku. Pisałam, listy nie dochodziły… A w1958 napisałam do znajomego ojca i przyjaciela mojego brata pana Rafała Nowickiego. Szukałam brata. Nawiązałam z nim kontakt. Dwa lata pisaliśmy do siebie listy. W 1960 on zachorował i umarł. Także ja jego żywym nie zobaczyłam. W 1966 roku napisał do nas Jan Plater-Gajewski. Zaprosił nas do siebie. Potem był u nas. Przez niego zaznajomiłam się z Jackiem Platerem, potem z Teresą. Bardzo dobra kobieta

To jakaś Pani rodzina?

Tak, kuzynowie. Zaczęliśmy pisać listy. Potem spotkałam swoje koleżanki, z którymi uczyłam się w gimnazjum. Kilka osób. W Warszawie, w Krakowie i w Gdańsku. Byłam dwa razy w Polsce. W 1966 i w 1991. Przyjęli dobrze, są bardzo gościnni. Chyba wśród innych narodów Polacy najwięcej są przyjaźni. I mają współczucie dla innych. Chęć pomocy, coś poradzić, coś pomóc – tego im nie odbierzesz. Na Litwie byłam, kiedy Michała jeździłam chrzcić, to tam ludzi są innego pokroju. Tam są skąpi, wyrachowani, wyrafinowani, mściwi. Dobrych Litwinów nie spotkałam. Oni są uparci jak kozły.

Czy Pani miała jakieś kontakty z polskimi zesłańcami?

Prawie, że nie. W Ałma- Acie nikogo z Polaków nie spotkałam. Nawet wstydzili się. Pracowały u nas w fabryce dwie polskie dziewczyny. Ja chciałam Michała zaznajomić. „Oj, ja nie chcę, ja za Rosjanina za mąż pójdę, nie pójdę za Polaka”. Tak się obraziłam, że więcej z nimi nie gadałam. Tak kilka razy mi się zdarzało.

Zawsze w domu Stowarzyszenia Przyjaźni Polsko-Radzieckiej były zebrania. Wystąpienia były w języku rosyjskim. Polaków ja nie widziałam. Chęci zaznajomić się ze mną nikt nie miał. Po polsku pomówisz, na ciebie krzywo popatrzą.

Jakiej narodowości miała Pani przyjaciół?

Stosunków przyjacielskich u mnie z nikim nie było. Jestem wilczycą. Wilkiem w lesie. Byłam jak w labiryncie. Idziesz – jedno drzewo zobaczyłaś, trochę odpoczęłaś, idziesz dalej – drugie drzewo. Jakiś krzaczek młody – podkopałeś trochę… A żeby takich przyjaciół, żeby zwierzyć się… Jeśli ja poproszę, to mi pomogą, jeśli mnie poproszą, to ja pomogę. Tak jest. Ale przyjaciół przez całe życie nie miałam.

Miałam przyjaciół tylko w przyrodzie: w krzakach, w drzewach, w ptakach. U mnie psychologia trochę odmienna od takich ludzi, którzy przeżyli życie w towarzystwie, z ludźmi. W innych warunkach życia. Ja inaczej patrzę na życie, u mnie poglądy są zupełnie inne. Tak, że innym może się wydawać, że z babą nie wszystko w porządku.

U mnie w ogródku słychać i ptaszki, i kaczki dzikie przylatują. I wszystko to kocham i wszystko to lubię. I dzielić się chleba kawałkiem. A ludzie, Pani, bywają dobrzy póki mają z ciebie korzyść. A tak, to ty jesteś niepotrzebny. Człowiek człowiekowi dzisiaj nie wierzy. Ja nie wierzę nikomu. To co we mnie jest, to we mnie zostanie. Pójdę z drzewem pogadać, nie z człowiekiem. Jak mam problem, to będę medytować tydzień, miesiąc, ale nie pójdę rady pytać.

Co Pani pomogło przetrwać?

Siła woli. Teraz sama się dziwię: jak ja mogłam kiedyś boso chodzić po śniegu?!

Jakie wartości Pani najbardziej ceni w człowieku?

Otwartość, dobroć, szczerość. Taki człowiek, który nie robi z siebie wielkiego pana, nie wywyższa się. Nawet, jeśli człowieka mało znam, a on pomaga. Ja też pomagam, nie lubię być w długu. Nie chcę zależności. Jeśli człowiek jest od kogoś zależny, to zaczyna robić wyrzuty.

Jeszcze tu muszę powiedzieć, bo Pani Stefania nie mówi, że jest potomkiem Platerów z których pochodzi Emilia Plater.

To mojego ojca ciotka.

Czy zostały jakieś pamiątki rodzinne?

Tylko jedna fotografia rysowana. Tam jest napisane: Emilia Plater, ciotka Michała Platera.

Już czwarte pokolenie jesteśmy na zsyłce. Mój dziadek na zsyłce, ojciec na zsyłce i my z synem na zsyłce. Dziadek był uczestnikiem powstania 1863 roku. Także po kolei nas wszystkich wywozili, wywozili…

Jak Pani udawało się zachować dystans do rzeczywistości radzieckiej?

Ja w to wszystko nie wierzyłam. U mnie ideologia, poglądy były zupełnie inne.

Czy Pani synowi nie przeszkadzała ideologia Pani, tak odmienna od istniejącej w tamtych czasach, w stosunkach w kolegami w szkole? Czy Pani syn należał do organizacji pionierskiej, komsomolskiej?

Nie, Michał nie był ani pionierem, ani komsomolcem. W ogóle, między dziećmi nie było takich walk, że ty komsomolec, a ty nie komsomolec, że ty taki, a ja taki. Wszyscy jednakowi: Kazach, Rosjanin, Niemiec.

W latach 2000 – 2001 Olga Dawydenko przeprowadziła badania terenowe w południowym Kazachstanie. Celem badań było znalezienie odpowiedzi na szereg pytań związanych z aktualnymi procesami etnicznymi zachodzącymi w tym wielokulturowym państwie, nazywanym do niedawna „laboratorium przyjaźni narodów”. Główne grupy narodowe to Kazachowie, dopiero od niedawna będący większościową grupą narodową, w 1999 roku przekroczyli granicę 50 % wszystkich obywateli kraju, i Rosjanie, będący największą „mniejszością” narodową.

Więcej wywiadów można znaleźć (obejrzeć i odsłuchać) na stronie Fundacji Kresy-Syberia:

http://www.kresy-siberia.org/

A także na stronie Polacy na Wschodzie:

http://polacynawschodzie.pl/

 

Be Sociable, Share!

    Podobne

    Komentarze

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    *
    = 3 + 5

    This blog is kept spam free by WP-SpamFree.