Nocne życie Kolkaty cz. 2

kolka2008Wbrew przypuszczeniom Kolkata to miasto tętniące życiem nocnym. Być może nie posiada aż tak wielkiej ilości klubów, barów i dyskotek, co wiodące prym w życiu rozrywkowym Mumbai lub Bangalore, ale za to w Mieście Radości, jak nazywana jest często Kolkata, zabawa trwa aż do białego rana.

Sam’s Pub. 13D, Russel Street. Sztandarowy bar dla gejów, w którym trudno znaleźć kobietę, chyba że przerabianą. Jedzenie w porządku, ale bez rewelacji. Podobnie z wyborem alkoholi, chociaż trzeba przyznać, że ceny są niższe niż w innych miejscach. Mała scena taneczna, na której przy jazgotliwej muzyce indyjskiej przepycha się grupa facetów. Trzeba jednak dodać, że bywalcy nie są napastliwi i szybko łapią, kto przyszedł tu na zabawę, a kto z powodu braku wyboru, gdyż wszystkie inne miejsca są już zajęte.

Shisha. 22 Camac Street. Typowo lansiarski klub wypełniony dziećmi bogatych tatusiów. Wstęp okrągłe 500 Rs (30 zł), ale w cenę wliczone są drinki, przekąski lub fajka wodna (500 Rs). Z głośników leci techno, house i inne tego typu dźwięki. Panie ubrane w kuse spódniczki z dekoltem na wierzchu, a więc panowie mają rzeczywiście na co popatrzeć (a niewykluczone, że trafi się coś więcej). Autor tekstu kiedyś dostał tu grube lanie gumowymi pałami od ochroniarzy, wynikłe z absolutnego nieporozumienia, w którym w dodatku nie był pierwszoplanową postacią sporu.

Fairlawn Hotel. 13A Sudder Street. Bardzo miły, klimatyczny i mało popularny lokal w przepięknym hotelu, w którym kiedyś gościł sam Patrick Swayze podczas nagrań do filmu “City of Joy” (“Miasto Radości”). Świetne miejsce do spotkań ze znajomymi przy butelce piwa lub lampce wina. Przystępne ceny. Bar częściowo zadaszony, a częściowo w małym przytulnym ogródku tuż przy wejściu do recepcji.

Flury’s. Róg Park Street i Middleton Row. Świetne miejsce na śniadanie lub spotkanie przy kawie/herbacie. Wybór dań nie powala na kolana, ale – jak wspomniałem – robią znakomite brytyjskie śniadania. Restauracja ciut droga, ale jednak finansowo przystępna. Miejsce godne odwiedzin.

Moulin Rouge. 31, Park Street. Jeśli kolejki do Peter Cat i Bar B Q są za długie, można wstąpić tutaj. Dobre jedzenie, ale mniejszy wybór alkoholi. Ciekawostką jest pianino przy wejściu, na którym czasem odbywają się recitale. Ceny porównywalne z innymi restauracjami na Park Street. Trochę zbyt nadskakująca obsługa, która przy małej ilości gości bardzo się narzuca. Autor tekstu uświadczył tam kiedyś karalucha na stole. Jednak miejsce nadal uznaję za czyste i schludne.

Mainland of China. 3A, Gurusaday Road. Absolutny top w kategorii restauracji. Przychodzą tutaj tylko biznesmeni oraz ludzie naprawdę lubiący bardzo dobrze zjeść i nieliczący się z kosztami. Jedzenie wyśmienite. Spory wybór alkoholi i drinków. Jeśli ktoś lubi klasowe miejsca i ma spory zapas gotówki – miejsce absolutnie nie do przeoczenia. Na kolana powala bardzo duży wybór owoców morza.

Tibetan Restaurant. 2A, Suburban Hospital Road. Mała niszowa knajpka, ale za to bardzo sympatyczna. Nie przestraszcie się około 20-30 metrowej dróżki prowadzącej wąską ścieżką pomiędzy kilkoma budynkami. Dobre, tanie, tybetańskie jedzenie. Brak alkoholi i klimatyzacji. Warto spróbować shyaphale, tybetańskiej wersji pierogów. Lokal zamykany między 22-23.

Fire and Ice. Kanak Building, 41, J. L. Nehru. Świetne miejsce ze znakomitym włoskim jedzeniem. Bardzo bogaty wybór pizz, ale mniejszy piw. Kupując dużą pizzę i dwa piwa musimy się liczyć z wydatkiem 300-400 Rs (18-24 zł), co w porównaniu z innymi restauracjami jest trochę większym wydatkiem. Lokal pracuje do 23-24. Na pewno warto tu zajrzeć, zwłaszcza gdy potrzebujemy odpocząć od indyjskich przypraw. Plusem jest nielimitowany olej z oliwek zupełnie za free. Restauracja znajduje się kilka kroków od stacji metra Maidan.

Zeeshan. 17, Syed Amir Ali Avenue. Wiele osób uważa Zeeshan za restaurację numer jeden w Kolkacie. Prawdopodobnie nie ma lepszego miejsca na obiad w całym mieście. Kuchnia północno-indyjska o zabarwieniu muzułmańskim. Przystępne ceny, dobra obsługa. Tutaj trzeba zajrzeć.

Azad Hind. 12/1 Ballygunge Circular Road. Od pewnego czasu Azad Hind stał się siecią restauracji. Jego kolebka znajduje się właśnie pod powyższym adresem. Legendy głoszą, że w tym miejscu lubili stołować wielcy artyści przebywający w Kolkacie zarówno na stałe, jak i przejazdem. Bardzo dobre indyjskie jedzenie. Możliwość dowozu do mieszkania klienta. W lokalu brak klimatyzacji nadrabiają zamontowane na sufitach wiatraki. Koszt dania można spokojnie zamknąć w granicy 100 Rs (6 zł). Brak alkoholi.

Blue Sky Caffe. 3 Sudder Street. Dobra opcja dla pilnujących kieszeni turystów mieszkających na popularnej Sudder Street. Ceny oscylują w przedziale 50-100 Rs (3-6 zł). Miła, dosyć szybka obsługa. Jedzenie indyjskie, chińskie, kontynentalne, włoskie. Brak alkoholu i klimatyzacji. Restauracja bardzo popularna wśród obcokrajowców. Zupełnie nieznana miejscowym.

Underground. 235/1 Hotel Hindustan International, AJC Bose Road. Jeden z najbardziej popularnych klubów nocnych, chociaż troszkę na uboczu. Różnorodna muzyka, chociaż DJ nie zapomina o rodzimych dźwiękach miksując je z elektronicznym brzmieniem. Duży wybór alkoholi i drinków. Sporej wielkości parkiet oraz bardzo wygodne kanapy w których można z łatwością usnąć w godzinach porannych dnia następnego. Wejście za opłatą uzależnioną od dnia tygodnia (weekend drożej). Panie często wchodzą gratis. Ceny porównywalne do innych tego typu przybytków w mieście.

Hungree. 27C/1 Bose Pukur Road. Mało znana knajpa poza dzielnicą Kasba, jednak warto o niej wspomnieć. Niedrogie jedzenie. Możliwość zamówienia przez telefon (tylko powyżej 100 Rs). Kuchnia tylko i wyłącznie chińska. Robią świetne pierogi i ryby. Lokal niewielki. Brak klimatyzacji nadrabiają wiatraki. W upalne dni często zdarzają się przerwy w dostawie prądu, ale dotyczy to w zasadzie całego kraju.

Trinca’s Bar & Restaurant. 17B Park Street. Alternatywa dla popularnych Bar B Q i Peter Cat. Dwie sale – większa i mniejsza. Na większej każdego wieczoru muzyka na żywo, którą zdecydowanie odradzam. Wokalistka prezentuje poziom eliminacyjny programu Idol, a reszta zespołu jest niewiele lepsza od niej. Mała sala jest zdecydowanie lepsza. Bardziej kameralna i o wiele słabiej słychać muzykę dochodzącą zza ściany. Dobra obsługa i dobre jedzenie. Na wybór alkoholi też nie można narzekać, chociaż mógłby być ciut większy. Ceny porównywalne z innymi restauracjami na Park Street. Podsumowując, warto wpaść, ale tylko na małą salę.

Magnolia. 12K, Park Street. Dosyć mało znane miejsce, a szkoda. Znakomite jedzenie. Profesjonalna obsługa. Ceny wyższe o 20-30 Rs (2-3 zł) w porównaniu chociażby do One Step Up, które znajduje się zaledwie kilkanaście kroków dalej. Być może to jest powodem mniejszej popularności Magnolii. Duży wybór alkoholi i drinków. Lokal zdecydowanie godny uwagi.

Bedouin Restaurant.
200/2B, Rash Behari Avenue, Gariahat. Świetne miejsce, którego jedynym minusem jest brak przynajmniej jednego gatunku piwa. Duża sala i spora ilość dwuosobowych stolików ulokowanych tuż przy oknie. Ciekawa pozycja na kolację dla dwojga, ale też na spotkanie w gronie przyjaciół. Bardzo dobre jedzenie. Obsługa jest w stanie stanąć na głowie, żeby zadowolić klienta. Ceny pojedynczego posiłku zamykają się w 150 Rs (9 zł). Bedouin jest w zasadzie bezkonkurencyjny w dzielnicy Gariahat i okolicach. Całości dopełnia opcja zamówienia żarcia przez telefon.

Roxy. Park Hotel, 17 Park Street. Super miejsce. Świetne drinki. Różnokolorowa muzyka zaczynająca się od najnowszych topowych kawałków, a kończąca na nieśmiertelnych rock’n’rollowych hitach lat 60-tych i 70-tych. Jeśli ktoś nie lubi techno i klimatu Tantry oraz nie bawi go dziki tłum w Some Place Else, na pewno znajdzie to, czego szuka właśnie tutaj, w Roxy. Oprócz dużej ilości drinków i alkoholi istnieje możliwość zamówienia kolacji lub przystawek. Za jeden uśmiech można zamówić u DJa dowolną piosenkę. Duża sala taneczna. Na górze bardzo wygodne skórzane kanapy, na których niekonieczne trzeba tylko rozmawiać. Jeśli dodać jeszcze gorące kelnerki i profesjonalnych barmanów, trudno znaleźć lepszą miejscówkę. Lokal działa do białego rana (autor tekstu nigdy nie doświadczył zamknięcia, a kończył naprawdę o różnych porach).

Be Sociable, Share!

    Podobne

    Komentarze

    1. konzi pisze:

      Te wszystkie odwiedzone miejsce i zaliczone imprezy to wynik 3 lat spędzonych w Kolkacie. Miałem więc wystarczająco czasu, aby zwiedzić większość – albo wszystkie – miejsca warte odwiedzenia.

    2. sergiusz pisze:

      Masz stary zdrowie, żeby tak imprezować… ;-)

    3. konzi pisze:

      Wszystkie złe przypadki, czyli karaluchy, brak prądu, itd oczywiście się zdarzają, ale jeśli kogoś takie przypadki gryzą, to wystarczy iść do restauracji z większym prestiżem, gdzie są np. generatory wytwarzające prąd, gdy wszędzie elektryczność pada.
      A jedzenie… mmmm… mniam mniam :)

    4. Maciej Siadak pisze:

      Po tym opisie żal mi się robi że nie mogę w najbliższym czasie odwiedzić paru z tych lokali. Gastronomiczna strona podróży zawsze do mnie przemawiała, no i te ceny:). Z drugiej strony wspomniane szczury(raz), karaluch(też pojedyńczy) oraz braki prądu(lodówki,zamrażarki) powodują pewien niepokój co do ewentualnych następstw biesiady…Chociaż przy takich cenach wszystko można dokładnie rozcieńczyć alkoholem:)

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    *
    = 5 + 1

    This blog is kept spam free by WP-SpamFree.