Chiny – wolność i swoboda (gospodarcza)

Chińska ulica
Uliczny, nielegalny punkt dorabiania kluczy prowadzony przez inwalidę - Chiny, prowincja Zhe Jiang

„Kilkadziesiąt mandatów, dwa zajęcia towaru, jeden awanturujący się handlarz z zarzutami. Od maja trwają kontrole nielegalnych straganów na szczecińskich ulicach” – oto wstęp do artykułu pt. „Zielenina i sznurówki w areszcie kres dzikiego handlu”, który ukazał się jakiś czas temu na portalu Gazeta.pl. Ogólnie artykuł traktuje o tym, jak to w Polsce traktuje się tych najbiedniejszych, ale i przy okazji tych, którzy jakoś próbują sobie w życiu poradzić. Tych, którzy podążając za znanym nam już sloganem „biorą sprawy w swoje ręce”. Z artykułu dowiedzieć się jeszcze możemy, że w tym kraju, który już jest na szczycie humanitarnych wartości, za przechowanie zarekwirowanego towaru w depozycie urzędu terrorysta będzie musiał zapłacić 50 zł za dobę.

A jak sprawa ma się w Chinach, gdzie według naszych mediów ucisk aparatu państwowego na obywateli jest mniej więcej taki jak w Polsce za czasów Stalina. Nie będę lał wody, tylko opisze kilka konkretnych sytuacji.

Nielegalna restauracja

Ostatnimi czasy będąc w prowincji Zhe Jiang, załatwialiśmy coś tam i trzeba było się spotkać z kimś ważniejszym z powiatu. Oczywiście, jak to chińska kultura nakazuje, trzeba było jegomościa zabrać na jakieś żarełko, aby się bliżej zapoznać i coś tam obgadać. Jakoś sprawa tak się obróciła, że to ów urzędnik stał się stroną zapraszającą. Wiedział również, że i ja, Europejczyk, tam będę, wymyślił więc, że trzeba mi pokazać tradycyjną restaurację w górach (dosłownie na górze góry). Restauracja to prywatne mieszkanie, gdzie stary dziadziuś mieszka wraz córką i wnukami. W dużym pokoju duży stół, a żeby pójść do toalety trzeba było przejść przez prywatną sypialnię. Restauracja jest jedną z najlepszych w mieście – tak zachwalał ją ów urzędnik, ponieważ dziadek chodzi w góry i sam wszystko zbiera, łowi ryby i ma parę kur w obejściu. Jak można się domyśleć nic nie ma unijnych (chińskich) certyfikatów, ani w ogóle nie spełnia żadnych unijnych norm. Ale jest najlepsza i jest! I urzędnik też się tam od czasu do czasu stołuje. Zapytałem jak to jest, że tu pełen nielegal, a on urzędnik itd. Odpowiedź była bardzo prosta i całkiem logiczna: „A komu dziadek tu przeszkadza?”

Chińska samowolka

Ogólnie ulice w Chinach pełne są nielegalnie handlujących, coś tam naprawiających itd. , których nikt nie ściga, a wręcz przeciwnie. Kolejna sytuacja to wspomnienie z mojego pobytu w Changsha, gdzie nielegalne uliczne grille w których się stołowałem, znajdowały się na wolnym powietrzu. Właściciele takich grilli ustawiają wokół nich taborety i rozkładane stoliki, aby klient miał gdzie usiąść. Jednak nie było żadnego dachu, więc gdy padało część stolików przenoszona była pod jakieś zadaszenie, które było reklamą sklepu, a część była wstawiana do pomieszczenia, gdzie znajdowały się bankomaty pobliskiego banku. Myślę, że u nas po takim wstawieniu stolików do strefy bankomatów ogłoszono by atak terrorystyczny na placówkę.

Wolność jest pragmatyczna

Przykłady można mnożyć, tylko po co? Każdy logicznie myślący człowiek wie, że człowiek musi jeść i spełniać jeszcze kilka niezbędnych funkcji życiowych. Jeżeli odetnie się takiemu człowiekowi jego nielegalne, ale też i nikomu nie szkodzące miejsce pracy, które notabene sam sobie stworzył, nie zapewniając mu przy tym żadnej sensownej alternatywy, taki człowiek będzie dalej nielegalny, ale zejdzie głębiej do podziemia, będzie kradł, handlował narkotykami lub zapije się na śmierć z powodu beznadziei i dużej dawce wolnego czasu. Straci na tym państwo, rodzina „terrorysty”, on sam,  jego klientela, która kupowała tanio (ich na te drogie i tak nie stać, więc konkurencja nie ma się co martwić).

Obalę tu jeszcze jeden slogan, mówiący o estetyce, bo takie małe przybytki mogą często dodać uroku miastu. A zresztą – wpierw trzeba zapewnić możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb ludności, a potem niech się władza zajmuje estetyką.

Wspomnę jeszcze o jednym ciekawym zjawisku w Chinach, które naszych urzędników mogłoby przyprawić o zawał. To częste małe, rodzinne sklepy zrobione z jednego pokoju mieszkania, do których wchodzi się przez okno (za schodki służą odwrócone skrzynki), trzeba się schylać.

Niech żyje wolność i swoboda…

Be Sociable, Share!

    Podobne

    Komentarze

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    *
    = 3 + 3

    This blog is kept spam free by WP-SpamFree.