Od klęski głodu, ognia i Hindusów uchowaj nas Panie…

Autor

Tym razem jest inaczej. To moja trzecia wizyta w Indiach. Planowałem poszukać w niej odpowiedzi na pytanie jak naprawdę wygląda życie w tym kraju a tymczasem doświadczam dziwnego stanu  jakby zawieszenia w próżni albo szklanej bańce, cokolwiek to może znaczyć. Czuję dystans – do siebie, do miejsc i ludzi, do tego wszystkiego co za pierwszym razem wydawało mi się takie fascynujące i egzotyczne. Przyglądam się i nic nie robi na mnie wrażenia. Ani niemiłosierny upał, ani wypełniający każdy milimetr przestrzeni brud i hałas, ani chaos i niekończący się potok ludzkich istnień, przepływający wartkim strumieniem przed oczami. Poddaję się temu rytmowi i jak nigdy jem brudnymi rękami, siadam na obszczanych deskach klozetowych, chodzę boso po tym samym chodniku, po którym przechadzają się psy z parchami, patrzę na personifikację hipokryzji w postaci powykręcanych i okaleczonych ciał pragnących jedynie dostać dolara. I co z tego wynika? Zobojętniałem i wycofałem się w głąb siebie, pozostawiając tylko aktywną funkcję rejestrowania rzeczywistości. Nasiąkam więc emocjami jak gąbka, po cichu kumulując przeżyte sytuacje. To i tak bardzo dużo jak na mnie, choć Paweł twierdzi inaczej. Kłócimy się i dyskutujemy codziennie. Zarzuca mi, że jestem krytycznie nastawiony i myślę samymi negatywami, że nie widzę innych, dobrych stron manifestujących się małymi zmianami. Być może ma rację ale trudno się cieszyć kiedy wokół tyle pierdolnika emocjonalno – materialnego. Czuję jakbym zamykał się przed tak dużą falą bodźców. Reakcja obronna? Łatwiej jest bowiem zostać cynikiem, może nawet szowinistą, niż zaakceptować, że dana sytuacja ma miejsce i trwa.

Powoli sam zaczynam myśleć, że stałem się rasistą. Że w ogólnej  przestrzeni masy ludzkiej, która mnie otacza ciężko znaleźć normalne zachowania. Tylko co właściwie jest normą? A może bardziej właściwe powinno być pytanie dla kogo ta norma? Dla mnie – siłą rzeczy wychowanego w Europie białasa, czy dla typowego Hindusa? Tutaj jednak powstaje kolejna wątpliwość. Co to znaczy „typowy Hindul”? Bo jak porównać ze sobą myślenie bogacza spędzającego czas w Londynie lub w USA, do Indii przyjeżdżającego tylko na wakacje, z myśleniem człowieka urodzonego wprost na ulicy, który w prochu i totalnej obojętności wykuwa swoja codzienność? Każde kolejne pytanie rodzi nowe i wcale nie przybliża do prawdy i  nie tłumaczy czegokolwiek. Raczej pokazuje, że wytłumaczeń może być niezliczona ilość, że nie ma jednej strony medalu, ani nawet dwóch. Tak naprawdę tych medali może być milion a każdy z nich może reprezentować kolejny milion możliwości. Gubię się w tym gąszczu. Przyzwyczaiłem się bowiem do szukania wspólnej płaszczyzny. Do tej pory patrzyłem przez pryzmat człowieczeństwa i humanitaryzmu, stawiając te wartości jako najwyższe miary w ocenie kondycji ludzkiego gatunku. Indie powodują jednak, że taka soczewka wypacza obserwatora. Człowiek zaczyna się bronić i wpada w spiralę nienawiści. Potem naturalne stają się już stwierdzenia „pierdolone czarnuchy”, „jebane bambusy”, „kretyni” lub „ćwoki”. Usta same wypowiadają te słowa jak mantrę, która ustrzec ma przed niezrozumiałym złem, którego umysł nie jest w stanie jednoznacznie zweryfikować. Z tej perspektywy nie dziwię się wcale Brytyjczykom i ich mniemaniu o tym co tu znaleźli. Z tej perspektywy wiem, że to naprawdę ostro popieprzony kraj. Czy zatem mam to ukrywać i zarazem przed kim? Czy jest się czego wstydzić, skoro sami Hindusi nie wstydzą się tego w jaki sposób żyją?

Po raz pierwszy pojawił mi się nowy drogowskaz w próbie dotarcia do celu tej intelektualnej wędrówki. Nie pytam już o to jak wygląda życie w Indiach, precyzuję i stawiam inne pytanie – jaka jest faktyczna JAKOŚĆ wszystkiego co cywilizacja ta z siebie wypluła? Oto klucz do rozwiązania zagadki. W statystykach gospodarczych i ekonomicznych, w tabelach PKB i wszelkich innych materialnych zestawieniach Indie prą do przodu jak szalone. Wybijają się i motywują zarówno wschód jak i zachód. Nowoczesne reformy, super przemysł, filmy i show business, odwaga w porywaniu się na śmiałe plany. Mają własny program kosmiczny, własna bombę atomową, silną armię, coraz większą rzeszę zdolnych informatyków, fabryki samochodów i międzynarodowy kapitał, który tutaj właśnie lokuje swoje placówki, bo z punktu widzenia generowania zysku nic nie robi większej furory jak świadomość, że można wyprodukować coś taniej. Tylko dlaczego do cholery nikt nie pyta o jakość tego wszystkiego?! O solidność wykonania, niezawodność, o zadowolenie ze współpracy? Niestety nie słyszę takich stwierdzeń przy okazji wypowiedzi jakie udzielane są przez ekspertów, którzy zacierają ręce i podskakują z radości, przekonując szeroką opinię jakie to Indie gospodarczo są  wspaniałe? Jak więc wygląda w rzeczywistości prawda? Czy ci ekonomiczni mądrale w ogóle używają indyjskich marek? Jakimi samochodami jeżdżą na co dzień, jakie noszą koszule, na jakich telewizorach śledzą krykieta i notowania giełdy? Czy ktoś w ogóle, jeżeli ma wybór, to sięga po coś indyjskiego? Wystarczy wyjść na ulicę, by się przekonać. Wszędzie przeważają starocie, wysłużone graty lub pozostałości po Brytolach. Mnóstwo jest produktów z odzysku lub zakupionych jako second hand mashine. Tak samo jak taniej jak barszcz chińszczyzny, ze swoimi „prawie” sięgającymi oryginału podróbkami. Wszystko maksymalnie zniszczone, wysłużone, działające na „popych” lub na uderzenie albo wcale nie działające ale robiące wrażenie, że działa. Od czasu do czasu pojawia się coś nowego, co kuje w oczy i wzbudza zachwyt ale tylko przez moment. Po 2 lub 3 miesiącach i tak pokrywa się warstwą kurzu i patyny, rys i wgnieceń, bo przecież ważniejsze dla tej cywilizacji jest, aby UŻYWAĆ niż aby SZANOWAĆ i używać zgodnie z zaleceniami. Ale o tym nikt nie wspomina przy okazji pompowania lokalnego patriotyzmu oraz onanizowania się statystykami. Zwolennicy indyjskiego boomu twierdzą, że przecież jest lepiej, bo coraz więcej fachowców, wyedukowanych specjalistów, zdolnych biznesmenów, kupców, artystów, inżynierów i wszelkiej maści tych, którzy odnoszą sukcesy na świecie. To prawda ale mnie dręczy inne pytanie. Czy jest to miarą faktycznego rozwoju tego społeczeństwa, czy też wynika z matematycznych proporcji, takich samych jakie mają zastosowanie do sąsiadującego z Indiami chińskiego potwora? Prawie miliard ludzi, to statystycznie większy procent na pojawienie się wybitnych jednostek. Problem w tym, że beznadziejnej głupoty i ciemnogrodu również będzie więcej!

Notka od autora.

Prezentuję tu swoją subiektywną opinię, dlatego pozwalam sobie na słowa, które być może w kimś wzbudzą poczucie obscenicznych lub nawet wulgarnych. Korzystam jednak z wolności jaką daje mi wypowiadanie się bez cenzury. Pomimo, że jest to ostre spojrzenie proszę pamiętać, że nie wyczerpuje moich wszystkich wrażeń i przemyśleń na temat Indii i ludzi, których tu spotykam. O wartościowych jednostkach i interesujących ludziach będę wypowiadał się w oddzielnych postach. W skali globalnej myślę jednak szalenie krytycznie o tym kraju, co jednocześnie nie znaczy, że go definitywnie przekreślam.

S.D.

Be Sociable, Share!

    Podobne

    Komentarze

    1. Sebastian Durbacz pisze:

      Obawiam się, że nie prowadzę dyskusji i nie odpowiadam na tak chaotyczne i niechlujne stylistycznie, gramatycznie a co najważniejsze rozchwiane emocjonalnie posty jakie prezentuje tu Polaris. To nie mój problem, że w osobistej percepcji wypowiadającego się – świat oraz motywacje ludzi odmalowane są tylko w dwóch kolorach – albo czarnym, albo białym. Zachęcam do poszukiwań i poszerzenia świadomości… Dualizm sprowadzający się do wykluczających siebie nawzajem przeciwieństw jest w moim pojęciu usterką. No i oczywiście nie jestem twoim kolegą Polarisie. Jeżeli mamy rozmawiać przedstaw swoje stanowisko po polsku i logicznie.

      Drogi Pawle, do Ciebie zaś drobna uwaga o nie bawienie się w mojego adwokata, który tłumaczy i łagodzi tę sprawę. To co napisałem to nie jest, jak sugerujesz – „odprysk rzeczywistości”. Zresztą strasznie śmieszny i dyplomatyczny związek frazeologiczny – idealny do pogadanek politycznych. Tekst jest wyrazem mojej opinii i zdania jakie mam na temat tego co widzę i czuję. I niech tak zostanie! Głęboko wierzę, że dla ludzi wrażliwych i myślących jasne jest to co wyraziłem, bez jednoczesnego szufladkowania mnie jako wroga „Indian Style and Culture”. Howgh :)

    2. skawel pisze:

      hmm pamiętam kiedy Sebastian pisał ten tekst, wykłócałem się o jego zawartość ale ukazał się na portalu, bo jest zapisem chwili, odpryskiem rzeczywistości. No bo w pale się nie mieści jak człowiek, który pasjonuje się Indiami i podróżowaniem, może tak ostro oceniać Hindusów?
      Bo prawda jest też taka, że ludzie pracujący w turystyce w Indiach są tak bezwzgledni, że szkodzą wizerunkowi włąsnego kraju. Nagminnie i z premedytacją oszukują i naciągają. Nie dziwie się turystom, którzy nie wracają do tego kraju. Tak naprawdę coś tzreba z tym zrobić i to przyznają, aczkolwiek niechętnie sami Hindusi…
      Inaczej jest na prowincji i nie są to tylko moje doświadczenia – tam gdzie nie dotarł dewizowy turysta ludzie są ciekawi, pomocni a czasami rozbrajająco nieśmiali.

      a tak na marginesie niedawno spotkałem Hindusa, który o wiele gorzej jechał po swoich. Tak bardzo , że trzeba było go uspokajać. Wyobraźcie sobie gromadę białasów, którzy przekonują Hindusa, że Indie nie są aż takie złe :))))

    3. Polaris pisze:

      Witam kolego Durbacz,

      Z zainteresowaniem przeczytalem twoj artykol i powiem ze zachwycylo mnie bardzo w jakim [epitet usunięty przez admina ze względu na wulgarność wypowiedzi] czlowiekiem mozesz byc aby zjesc to glowno raz po raz. Skoro ze pisesz ze to twoja nie pierwsza wyprawa i skoro ze jest tam tak zle ze nawet gorzej niz w piekle to po jakie cholery ciagle sprobujesz zjesc GOWNO a pozniej mowisz ze to nie smakuje jak kabanosy. Zreszta nie dziwie sie bo na swiecie miaszkaja wiele robale ktore zyja padlinami i gownem (tak pan bog stordzil swiat) a hinduismie ludzie wierdza KARMY wiec niestety przezywasz swoje padlinozercie Karmy i musisz wytrwac.
      Pamietaj ze zawsze najlepiej w wlasnym domu i jesli nie jestesz w stanie zaakceptowac drugiego czlowieka jakim on jest to nie wychodz z domu. Sam fakt ze ludzie sa ciekawi innej cywilizacji, kultur, zwyczaje powoduje ze ludzie podrozuja do innych krainy swiata a nie po to aby na pary dni budowac swoj swiat tam gdzie pojechali ………Jest to bardzo smieszne ze sprobujesz budowac swoj swiat do ktorego totalnie nie nalezesz. Wiec SPADUWA ROBALE……………….
      Nastepnie to powiem ze skoro ze milliony turysci co roku jezdza do indii (drugi pod wzgledem liczby turistow na swiecie) aby czegos doswiadczyc, nauczyc prede wszystkim reflecke nad swoim zyciem to cos tam musi byc. Wiec prosba abys sie nauczyl czerpac radosc, reflecje docenianie swojego bytu, wiedzy duchownej i cierpliwosc itd….. Tego wlasnie tam najbardziej doswiadczysz a europie nie. Zapewno wiesz, ze tylko sa 3 podstawowe kolory stwordza kolorow swiata, a inne kolory to wynik jakim chciemy wiedzic dana rzecz a nie raz to tylko wyobraznia czy zludzen. Zdziwie sie ze tyle czasu tam bylesz ale niczego sie nie nauczylesz….. szkoda!!!!!

      Polaris
      PS. Wybacz ze uzywam brzydkich wyraz ale tak jak i ty wykorzystam z wolnosc slowa…..h..a..h.a..h.a..h.a.h..a…. A pamietaj ze to ty przekreslesz tego kraju czy nie naprawde nic nie znaczy. Szkoda ze nie zauwadzilesz ani jednej milych chwil w Indiach, szkoda ze jestesz najpechowszem czlowiekiem swiata……….. Pozdrowienia

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    *
    = 4 + 2

    This blog is kept spam free by WP-SpamFree.